sobota , Listopad 27 2021
Home » MUST HAVE - musisz to mieć » Bronzing Stone – zakochałam się!

Bronzing Stone – zakochałam się!

Uwaga, mam nowy bronzer i nie zawaham się go użyć! No cóż mamy zrobić, my kobiety, że tak jak śpiewa Ryszard Rynkowski, lubimy brąz „od Cost del Sol, po naszą Juratę”, wszędzie jest tak samo. Tak mamy i nikt, ani nic nie jest w stanie tego zmienić. Lubimy, gdy nasza skóra wygląda zdrowo i promiennie, gdy jest lekko muśnięta słońcem. Nie jestem zwolenniczką „opalania” twarzy zbyt ciemnym podkładem, dobrze o tym wiecie, ale delikatne muśnięcie bronzerem to zupełnie co innego. W prawdzie, w opisie Swederm® Bronzing Stone , możemy przeczytać, że dzięki niemu nasza skóra będzie wyglądała, jak po powrocie z wakacji, że intensywność koloru możemy regulować poprzez dokładanie kolejnych warstw produktu. Pierwsza –  to skóra muśnięta słońcem, a każda kolejna warstwa Bronzing Stone będzie ją sukcesywnie przyciemniać. Znając jednak zapędy wielu Pań (w swojej pracy spotykam się z tym na codzień) posłużycie się tym produktem, żeby zrobić z siebie Mulatkę. Muszę, więc opowiedzieć Wam jak ja go używam i dlaczego tak mnie zachwycił.

Jak zawsze w swoich testach zaczynam od tego, co widzimy jako pierwsze, czyli od opakowania. To, przypadnie do gustu ekolożek. Opakowanie jest bowiem w 100% naturalne, wykonane z grubego, sztywnego kartonu, co idealnie zabezpiecza bronzer przed uszkodzeniem. Taka forma opakowania czyni je jednocześnie lekkim, co w moim wypadku jest bardzo ważne – przemieszczam się bowiem z kilogramami kosmetyków i eliminacja każdych zbędnych dekagramów jest dla mnie na wagę złota. W ekologicznym opakowaniu nie ma jednak lusterka ani pędzelka.

Bronzing Stone- kamień bronzujący, to mocno wypiekany puder dostępny w jednym kolorze, który ma się dostosować do każdego koloru skóry. Jak to zwykle bywa w przypadku produktów uniwersalnych, zawsze dla kogoś będą nieodpowiednie – w tym wypadku panie o alabastrowej i porcelanowej cerze powinny bardzo uważać, przy aplikacji, bo może być dla Was za ciemny. Biorąc jednak pod uwagę najbardziej popularny odcień skóry w naszej szerokości geograficznej, oceniam kolor bronzera na piątkę. Odcień jest chłodny, jakby lekko przyszarzały. Jak tylko go zobaczyłam, od razu wiedziałam, że będzie idealny do modelowania twarzy. Jego kolor idealnie odwzoruje naturalne cienie na twarzy przez co, dzięki iluzji, pozwoli nam nadać jej porządany kształt. Jest wprost stworzony do tego. Fakt, że jest mocno wypiekany, powoduje, że na pędzel nie nabierzemy zbyt dużo produktu, przez co nie zrobimy sobie plamy na policzku. W większości wypiekanych pudrów, dostępnych na naszym rynku, spotykamy się z dwoma przypadkami. Pierwszy, puder jest tak twardy, że niewiele produktu „trzyma” się pędzla. I drugi przypadek, produkt jest zbyt miękki i strasznie się kruszy. Bardzo dużo produktu „nabiera” się na pędzel, przez co łatwo przesadzić z ilością kosmetyku na twarzy. W przypadku Bronzing Stone, nie możemy mówić o żadnym z tych mankamentów. Jego konsystencja jest wprost idealna. Na pędzlu mam dokładnie taką ilość pudru, jaką potrzebuję. Produkt idealnie łączy się z innymi kosmetykami, dzięki czemu jestem w stanie wymodelować nim twarz, bez żadnych ostrych przejść między kolorami. Makijaż wygląda szalenie naturalnie. Tak jakbym wróciła właśnie z wakacji i to IMG_8285szczuplejsza o kilka kilogramów 🙂

Mam jednak problem … czy powinnam zostawić bronzer na swojej toaletce i nie dzielić się nim z nikim, czy wręcz przeciwnie trzymać go w swoim makijażowym kufrze i stosować codziennie, przy każdym makijażu, u każdej kobiety, którą maluję …hmmm oto jest pytanie? 😉 Jak widzicie na foto, bronzer z powodzeniem służy mi w pracy, a do domowej kosmetyczki zamówię sobie drugi 😉

W opakowani Swederm® Bronzing Stone  znajdziemy 100ml produktu, za który przyjdzie nam zapłacić 89zl.